Oridea

Społeczna baza pomocy i inspiracji

08 2009

Za dumni by poprosić o pomoc…

Jesteśmy tak dumni, że ta duma zabija. Ona nie pozwala nam przyznać się przed kimkolwiek, nawet przed nami, że coś jest z nami nie tak, że potrzebujemy pomocy. Duma to jedna z naszych największych przywar, intelektualnych i mentalnych pułapek w które sami wpadliśmy. Duma zabija.

To ona sprawia, że nie pozwolę sobie na luz bo ktoś by gdybym się pomylił i zrobi coś nie tak to by się wydało, że JESTEM INNY NIŻ UDAJĘ. A to by było straszne… przecież ja wciąż gram. Wyreżyserowałem jakąś tam pozycję i rangę. I co? Przez głupi luz mam to wszystko stracić? To co zbudowałem? Tak ciężko? Z takim wysiłkiem? W końcu udało mi się zamaskować moje pokiereszowane sumienie. Moje fobie i strachy. Moje rządzę, chciwości, strachy, które tak pieczołowicie ukrywam pod płaszczykiem wyniosłej dumy….. tak… jaki ja jestem piękny i wspaniały.. jaki mądry… ooo nigdy nikt się nie dowie, że dłubię w nosie… nie nie nie.. to nie przejdzie.. ja? Taka chodząca doskonałość?

Nie no, dobra. Nie jestem doskonały. Dłubię w nosie… ;) ale kurna nie pozwolę aby się ze mnie śmiano. Moje przywary są moją prywatną sprawą a dla świata, dla całej reszty mam tę lepszą, niedłubiącą w nosie wersję mnie. Tak, gram pięknie. Czasem tak pięknie, że właściwie to już zapomniałem jaki ja na prawdę jestem… przecież wciąż ukrywam to cholerne dłubanie w nosie… a jaki ja jestem? Nie wiem, zapomniałem bo cały czas się pilnuję, żeby nie wydało się że dłubie w nosie…. przecież mój obraz wspaniałego, wykreowanego społecznie obywatela mógłby się zwalić…. musiałbym budować od nowa….. ale zaraz… a może lepiej by było pogrzebać tego gościa który tylko stara się cały czas aby nie wydało się, że dłubie w nosie i pozwolić aby się to wydało? Zresztą… przecież o co chodzi? Co ja takiego strasznego robię? Dlaczego się wpędzam w takie więzienie? Po co? Kto mnie tak kurna zaszczuł? Przecież Kszyś… wyluzuj Bracie… :) nie masz się czym przejmować? Przestań w końcu udawać kogoś innego… przestań, odrzuć tę pozę… pozwól sobie na odrobińę wariactwa…. zresztą… co tam odrobinę… idź na całość!!

Nie. Nie pójdę na całość. Ze skrajności w skrajność? Nie bawi mnie ta zabawa. Dość mam już tej polaryzacji. Chcę być normalny. Chcę być naturalny… upoważniam się do tego by zrobić z siebie głupka. Rozgrzeszam się przed tym że ktoś o mnie coś pomyśli, że mnie wyśmieje… to co? Jak się śmieje to widać tego mu trzeba, to jego sprawa, jego życie. Cieszę się, że moje życie jest dla kogoś powodem do śmiechu, do reflekcji. Cieszę się że coś wnoszę w kolektyw… ja mam swoją lekcję. Ja mam swoją naukę… ja mam swoje jedzenie przed sobą i sam je zjem. Do ostatniego okrucha..

Duma smaga i więzi w klace. Klatka to nasza poza. Nasza wyreżyserowana postawa, „nasz styl”, sposób na życie, który nie zawsze jest szczery. Który jest zazwyczaj wymuszony. To duma. To duma, która zakłada, że POWINIENEŚ BYĆ LEPSZY NIŻ JESTEŚ TERAZ. To duma Ci mówi, że masz być bardziej wygadany, bardziej mądry, bardziej oczytany, ładniejszy, szczyplejszy, bogatszy i wszystko co sprawia, że nie spełniasz tych warynków Cię blokuję. Sprawia, że się dusisz…. To słodka duma uwięziła nas w klatce….

Duma to zawoalowany strach. Strach który ma swe źródło w braku wiary w siebie. W wybrakowanym obrazie samego siebie. Strachu, że ktoś odkryje nasze niekompetencje i nas wyśmieje. To są lekcje dumy….

To ciekawe, że cierpimy na to… to przypomina sytuację gdy umieramy z pragnienia pływając po jeziorze krystalicznie czystej wody… tylko, że myślimy, że jest niedobra… boimy się napić, zaczerpnąć tej wody… boimy się…. strasznie się boimy….. tego łyku… a tu przecież… no tak, już to pisałem. Rybami jesteśmy! :)

Za dumni by poprosić o pomoc… za dumni by nawet dać sobie prawo pomyśleć że jej potrzebujemy… przecież jesteśmy dorośli! Przecież jesteśmy samowystarczalni…. Kochani… na prawdę… z naszym obecnym poziomem świadomości jesteśmy żałosnymi robakami… stoimy niby na górze łańcucha pokarmowego ale jesteśmy na szarym końcu jeżeli chodzi o świadomość uniwersalną. Świadomość życia. Na prawdę… szary koniec…. i uwierz, nasza duma jest…. zabawna… tylko, też i niestety zabójcza. Tak nas uwarunkowano i teraz wracamy do naszej prawdziwej tożsamości i świadomości.

Odrzuć dumę. Miej godność. Odrzuć strach, miej rozwagę. Odrzuć nieświadomość… bądź WOLNY!

Z głębi serca Przyjacielu, Przyjaciółko
Kris


6 Responses to “Za dumni by poprosić o pomoc…”

  1. coś w tym jest o czym piszesz. jednak myślę, że duma jak wszystko ma też swoje dobre strony. dzięki niej potrafimy się czasem godnie zachować, trochę dzięki dumie istnieje honor. oczywiście łatwo z tym przegiąć. masz rację, zbyt często jesteśmy zbyt dumni żeby cieszyć się byciem sobą!

  2. Duma to nie Baba Jaga. Pytanie tylko co się za nią kryje… duma to maseczka, fasada za którą się kryje myślę, że nasz brak akceptacji samego siebie. Brak wiary w siebie. Nie darmo mówi się że duma i kompleksy to dwa końce tego samego kija. To po prostu kompleksy sprawiają, że jesteśmy dumni… wielki, normalny człowiek jest pokorny, spokojny. Wie kim jest i gdzie jest i po co żyje… duma to nadęte usta i wyniosła mina a to zupełnie nie pasuje normalnemu, dorosłemu człowiekowi.
    Z tą akceptacją siebie to jest chyba jedyny myk do zrobienia/zrozumienia. Jeżeli nie akceptuję siebie to popadam w kompleksy lub wynoszę się dumą aby je ukryć… jeżeli nie potrafię zaakceptować, docenić i uszanować tego kim jestem, jaki jestem to chyba tu jest największa przyczyna wszelkiego cierpienia i bólu… jak mogę być szczęśliwy, twórczy, spokojny skoro wciąż nie akceptuję tego że nie jestem taki i taki, że nie osiągnąłem tego czy tamtego…. jasne, nie chodzi o to aby przestać się starać i nic nie robić bo wszystko jest super ale chodzi o to aby nie katować się, nie ubliżać sobie i nie umniejszać swej wartości tylko dlatego, że nie spełniamy jakiś tam wtycznych czy innych standardów… jeszcze co śmieszniejsze zazwyczaj to nie są nasze wytyczne czy standardy tylko naszej rodziny, społeczności, MTV czy innych zewnętrznych miraży… to oni ciągle nam mówią masz być taki i taki więc zaczynasz im wtórować no bo przecież wszyscy nie mogą się mylić i też zaczynasz od siebie wymagać, mam być taki i taki, bo tacy inni są, bo tak wydaje mi się, że będzie słuszene… bo może jak już taki będę to mnie w koncu ktoś pochwali…..?

    Tu znów dochodzimy do akceptacji… „ktoś nas pochwali” bo brakło nam tego za młodu…. brakło nam tej akceptacji od najbliższej nam osoby Mamy czy Taty – nie ważne… brakło i szukamy jej teraz rozpaczliwie… buuu gdzie jesteś akceptacjo? Czy to jest TYLKO takie? Czy to chodzi tylko o mnie i o to bym teraz osiągnął akceptację i był „normalny”?

    Nie. Wydaje mi się, że tu też jest drugie dno znacznie głębiej. Takie poszukiwania za akceptację sprawią, że wytężamy siły, szukamy, grzebiemy, czytamy, uczymy się, dociekamy, wytężamy umysł i siły byle by tylko dokopać się do prawdy, do tego balsamu, którym pokryjemy wszystkie rany i co? I stara prawda się sprawdza, potrzeba matką wynalazków. Gdyby nie to, że mnie sfaulowano w dzieciństwie, gdyby nie te rozpaczliwe poszukiwania za akceptacją to nie UŚWIADOMIŁ BYM SOBIE JAK ONA JEST WAŻNA W ŻYCIU KAŻDEGO Z NAS. To podstawa normalnego życia. Akceptacja. Akceptację dają Ci Rodzice. Przekazują Ci akceptację i jeżeli wszystko jest dobrze to zaczynasz być pełnoprawnym obywatelem – zostałeś zaakceptowany, zainicjowany do społcznego życia a jak jej nie otrzymałeś to nie będziesz dorosły, bo coś jest nie tak z tobą… przecież nie zaakceptowano Cię… nie masz praw, nie masz obowiązków.. jesteś wciąż dzickiem i szukasz akceptacji… ok. Nie dostałem jej od Rodziców, pewnie sami jej nie potrzymali więc muszę poszukać w innym miejscu… W SAMYM SOBIE.

    Jestem stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Żyję w boskim świecie… ten świat dąży do przebudzenia w świadomości chrystusowej, w jedności wszystkich ludzi… jestem w samym środku tego. Współuczestniczę w tym… dzięki takiej wyprawce od rodziców, jakim było brak akceptacji mogłem – musiałem iść w stronę poszukiwań i znalazłem Prawdę o życiu…. znalazłem ścieżkę wiodącą do ogrodu przypomnienia. Jakże się tu teraz nieakceptować? Przecież to wszystko było i jest doskonałe…. jakże sobie coś zarzucać? Jakże wypominać sobie coś skoro dotarłem aż tu? Czego od siebie oczekiwać?

    Poznajcie Prawdę a ona was wyzwoli…. ta prawda zawiera sie w akceptacji tego jaki jestem i co robię. W akceptacji tego czym jestem w stosunku to świata… w akceptacji swej małości… swej nieporadności, niepewności, strachu i wszystkiego co mnie blokuje, całego wielkiego cienia o którym nie chcę mówić, którego się wstydzę… a to przecież dla mnie wielkie błogosławieńtwo,…. to w nim się kryje wielka siła, wielka moc przemiany. Wielki potencjał życia….. tylko go zrozumieć… tylko być świadom..

    jeszcze wrócę do tego komentarza.

    Pozdrawiam

  3. brak akceptacji i szacunku dla tego co się dzieje. Brak zrozumienia tego, że to co się dzieje i jak się dzieje JEST DOSKONAŁE!! Szacunek i radość. Wdzięczność…. chcę to zmienić… ook, ok, dobra ale wciąż chcę aby było inaczej! Więc dalej nie potrafię zaakceptować… to jednak wielka sztuka – akceptacja….. brama do przejścia…. koniecznie chcę ją przejść…

  4. AMEN!!!

  5. Zgada się, akceptacja samego siebie jest szalenie ważna. Aby się rozwijać i coś dobrego robić trzeba się kochać = akceptować. Zgadza się, że kompleksy biorą się z braku akceptacji, a chęć ukrycia ich jest dumą już. Człowiek bez dumy nie bedzie ukrywał jaki jest. Zastanawiające jest, że aż tak nam zależy na tym żeby być KIMŚ w oczach innych ludzi, nawet takich, których nie specjalnie lubimy :) .
    Ale (bo musi przecież być jakieś „Ale”) wydaje mi się, że jest jakaś dobra strona tej dumy – będe się upierać przy tym, bo nauczyłam się już, że rzadko kiedy jest coś czarne albo białe. Co wg Ciebie jest dobrego w dumie??

  6. „Człowiek bez dumy nie bedzie ukrywał jaki jest.” to też i ze wstydu się człowiek chowa przed innymi. Można powiedzieć, że i wstyd i duma wywołują ten sam efekt – wycofanie, ukrycie… można powiedzieć, że są takie same…. są tym samym… i wstyd i duma to postawy wyuczone od wystaszonego ego… tak mi się wydaje.

    Duma nie jest zła. Duma jest dobra! :) To pycha jest zła… ;) a między nimi cieńka granica. Duma sprawia, że czegoś nie robisz bo po prostu duma i honor Ci nie pozwoli. Duma to naturalny stan samo świadomości. Jestem człowiekiem i jestem dumny z tego powodu. Nie pysznię się tym tylko jestem z tego dumny,… cholernie zadowolony i przeszczęśliwy. Być Człowiekiem to na prawdę powód do dumy! Więc…. to co napisałem w wątku o dumie, tytułowym to raczej wszystko odności się do pychy.. chyba jeszcze raz to napiszę. A nasza potrzeba bycia kimś?? To chyba pycha… bo duma stawia Cię w świetle i nie potrzebuje czyjegoś światła aby Cię dodatkowo określić. Po prostu jesteś dumny z tego jaki jesteś i co zrobiłeś. Nie potrzebujesz brawa za to a pycha już potrzebuje… i więcej i więcej… aż się człowiek uzależnia i stacza…. brrrr

    Dzięki za komentarz! :)

Leave a Reply

« »